niedziela, 2 lipca 2017

POSŁOWIE


Bredford po kilku latach ożenił sie powtórnie. Jego nowa żona była młodziutką absolwentką Oxfordu, Wkrótce  Bredford stał się ojcem pary pulchnych bliźniaków. Nowa żona była całkowicie odmienna fizycznie od Fiony, była nieduża i korpulentna, na codzień pełna wigoru, nieco wulgarna, zadziorna intelektualistka . Usunęła z domku pamiątki po Fionie, jakby chciała zatrzeć w pamięci Bredforda, wszystkie ślady po dawnej żonie. Ale białej gęsi z gipsu Bredford nie pozwolił usunąć z parapetu okna w przytulnym domku z czerwonej cegły.
Fiona już nie miała więcej powodu by pojawiać się w okolicach domku Bredforda, wraz  rozwiązaniem sprawy seryjnego mordercy  powróciła na stałe do swojego zamczyska  w niebiańskich sferach.
Eva odeszła ze służby policyjnej, poznała w trakcie prowadzonego, kolejnego  sledztwa prawdziwego brytyjskiego księcia, który zauroczył się w niej do tego stopnia, że oświadczył się  i wprowadził ją do swojej arystokratycznej rodziny. Zamieszkali w wygodnym, dużym i staroświeckim domostwie z wypielęgnowanym ogrodem niedaleko Parku Richmond. Eva po jakimś czasie porzuciła mężczyznę. Zniknęła. Nikt jej nie szukał.
Chcę wiedzieć co się stało z czarną , jedwabną wstążką . Morderca zabrał ją ze sobą do własnej celi w Featherstone w Staffordshire. Zaczął pisać dziennik, czarna wstążka Ewy była jego ulubioną zakładką do zaznaczania miejsc, do ktorych chciał powrócić nie tylko we  wspomnieniach . Sędzia na procesie wydał wyrok dożywocia. 
Featherstone w Staffordshire było największym więzieniem na Wyspach. Ale zdarzały się z niego  ucieczki... 







 z

czwartek, 15 czerwca 2017

Chapter XLIV THE END

Eva siedziała koło Rajmunda, powoli budziła się z zamroczenia, siedziała i patrzyła na ścianę białych obłoków za okienkiem samolotu, powoli odwróciła głowę w kierunku mężczyzny, który siedział obok niej. Rajmund.  Zabójca . Pasażerowie.  Poszukała wzrokiem stewardesy.
Muszę iść do toalety - powiedziała cichym głosem do Rajmunda . Przyglądnął jej się bacznie. Dobrze , idź. Czy iść z tobą? - zapytał uprzejmie. Nie , pójdę sama. Wstała i trzymając się oparć foteli poszła w kierunku toalety, zamieniła parę słów ze stewardesą przed wejściem do kabiny. Rajmund obserwował ją uważnie, gdy Eva wróciła, zapytał 
- O czym rozmawiałaś z obsługą?
 Ohh Zamówiłam kawę, bo  jestem taka śpiąca..
 Po kilku minutach stewardesa podjechała ze stoliczkiem na kółkach, podała Evie  kawę w tekturowym kubku, Rajmund zapłacił... Kawa była mocna i gorąca . Resztę podróży Eva przedrzemała  zamkniętymi oczyma... Samolot lądował na lotnisku w Ciudad de Mexico.  Gdy lekko uderzył kołami o płytę lotniska, Rajmund dotknął delikatnie  ramienia Evy.. zbudź się darling... Wzdrygnęła się.
Gdy schodzili po schodkach samolotu na płytę lotniska , na dole czekali już meksykańscy policjanci. Rajmund nie bronił się.  Posłała mu na pożegnanie lodowate spojrzenie.
Była w końcu tylko policjantką z brygady kryminalnej, śledczą  i nigdy naprawdę nie zaufała żadnemu mężczyźnie.

                                                              Koniec

Chapter XLIII Czy to już koniec?

Gdy brygada antyterrorystyczna wpadła do domu Rajmunda, dom był już pusty, metalowy stół zniknął, w piwnicy  na podłodze leżały stare  gazety powiązane w paczki, w kącie stał odrapany drewniany kufer, z popękanym  wiekiem nadgryzionym przez korniki  a ściany oraz betonowa podłoga  piwnicy były świeżo pomalowane i jeszcze unosił się w powietrzu wilgotny zapach farby. W kufrze znaleziono porcelanowe lalki, małe infantki z porcelanowymi, wydętymi policzkami, lale w pastelowych, wyblakłych sukienkach leżały przytulone jedna do drugiej i spoglądały na policjantów  niewinnymi  oczami ze szkła. . . Jeden z policjantów odkrył w śmietniku przed domem resztki szklanych ampułek. Analiza substancji wewnątrz ampułki w policyjnym laboratorium dała nieoczekiwane wyniki. Wbrew oczekiwaniom nie była to trucizna ale nieznany środek nasenny, który mógł spowodować  dodatkowe skutki u ofiary, specyfik potrafił wywołać czasową amnezję   . Tak więc Eva jeszcze kilkanaście godzin po obudzeniu, mogła po nim nie wcale wiedzieć kim jest ona sama i kim jest mężczyzna koło niej,  Teraz policja była przekonana , że Rajmund jak zwykle to czynił, by  mieć czas na swój rytuał zabijania, wywiózł i ukrył Evę w jakimś zakątku, za miastem. No cóż, policjant jest policjantem. Byli zatem w ogromnym błędzie.
Oto na lotnisku na Stansted w kolejce do odprawy stała dwójka ludzi.  Mężczyzna trzymał  w jednej ręce bilety i paszporty a w drugiej niósł podręczny bagaż, przy nim  stała piękna kobieta w różowej sukni. Przyciskała do boku błyszczącą granatową torebkę, miała lekko zamglone ciemne oczy i opierała się szczupłym ciałem o mężczyznę. Przeszli przez odprawę celną , kobieta, gdy celnik coś do niej mówił przytaknęła mechanicznie , mężczyzna , który szedł tuż za nią, powiedział parę słów do celnika a ten kiwnął rozumiejąco głową. Przewędrowali  przez strefę bezcłową eleganckich sklepów z odzieżą, alkoholem i perfumami ,godzinę oczekiwali w jednej z kawiarenek na wyświetlenie z której bramki wejdą na płytę lotniska, po czym  przeszli przez swoją bramkę nr 46  i  tak dostali się już  po  drugiej kontroli biletów na zewnątrz . Samolot stał już na płycie z podstawionymi schodkami do wejścia. Był jak biały i ogromny ptak i przypomniał mężczyźnie białą gęś pozostawioną w oknie domku w zachodniej dzielnicy miasta . Przed nimi i za nimi przesuwał się sznur pasażerów i słychać było strzępki różnojęzycznych słów, przeważał  język hiszpański, gdyż większość pasażerów samolotu powracała z wakacji w tym niezwykłym, europejskim mieście  do własnych domów z przytulnym patio rozsianych w różnych zakątkach Ameryki Południowej. Weszli do samolotu i zajęli miejsce. Ciemnoskóra, pulchna stewardesa pomogła znaleźć im miejsce na bagaż nad głowami. Patrzyła z ukosa na Rajmunda a ten odesłał rozumiejące spojrzenie, które od prawieków wymieniają między sobą mężczyzna i kobieta. Kobieta w różowej sukni wydawała się nie zwracać na to uwagi, poczuła się lekko senna, lekko smutna  a  jej smagła twarz była przybladła. Mężczyzna zwrócił się do niej  i popatrzył na nią z nagłą czułością, tak jak patrzy właściciel na cenny obraz, który należy wyłącznie do niego. Stewardesa , która zaraz to spostrzegła, nagle straciła zainteresowanie  przystojnym pasażerem i odeszła. 
Samolot startował. Zagrzmiały silniki. Mężczyzna czuł jak samolot przesuwa się po płytach lotniska. Czekał aż oderwie się od ziemi.
  
Ohh Odwieczna Studnio Pytań....
Czy uczucie  Evy jest skazane na porażkę? Czy Rajmund przejdzie metamorfozę? A może zabrał Evę w podróż, jedynie po to ...     Achh  czy Rajmund ...?  Cóż, czy mogą być szczęśliwi? Bredforda Czy zło  zostanie ukarane?  
   
                                                                                      

Chapter XLII



Rajmund popatrzył na mokrą od łez twarz Evy. Miał już obmyślony plan zakończenia tej całej sprawy. Bilety lotnicze czekały w kieszeni jego szarej, aksamitnej marynarki, czekały  błękitne laguny Pacyfiku, chłód mokrego piasku i słodycz pomarańczowego soku z kawałkami lodu i whisky. Nie mógł się doczekać chwili gdy wydostanie się z tego miasta, które obciążało go winą, kusiło do złego a teraz zamierza g ukarać więzieniem do końca jego dni . 
Podniósł się leniwie ze stołu i zeskoczył jak kot na podłogę, stół był bowiem dość wysoki nawet jak na niego, Eva przestała płakać, odwróciła głowę i śledziła go wzrokiem. Poszedł do metalowej szafki stojącej w kącie , wyjął z niej strzykawkę i dwie duże ampułki. Odłamał szczyt ampułki, jednej i drugiej i napełnił strzykawkę . Podszedł do Evy. Oboje milczeli gdy wtłoczył w jej żyłę na zgięciu łokcia biały płyn z ampułki. Płynęły minuty. Czekał. Potrafił czekać...Tym razem nie usiadł w fotelu. Stał obok Evy i patrzył na nią... Eva nic nie mówiła. Przestała płakać. Zasnęła...
Rajmund odwiązywał ją cierpliwie od stołu, dźwignął ją w ramionach i przeniósł na fotel. Eva zwisała bezwładnie,  więc posadził ją prosto i  zaczął nakładać jej przez szyję nową, bladoróżową sukienkę z jedwabiu , sukienka zaczepiała się haftkami o włosy, które spadły na twarz kobiety, jak czarna zasłona.Założył na smukłe stopy kochanki nowe srebrzyste, letnie pantofelki. Pociągnął bladoróżową szminką jej miękkie usta, przeczesał  jej kruczoczarne , gęste włosy i odsunął się o krok by przyjrzeć się swojemu dziełu. 
Ładna kobieta, pomyślał. 

Sportowy t-shert Evy , w którym była w parku i dresy zapakował w papierową torbę. Wyrzuci je  po drodze.

Chapter XLI Porażka

Eva leżała koło Rajmunda w jego cholernej piwnicy i płakała. Nie płakała ze strachu. Nie płakała z bezsilności. Płakała z żalu. Z żalu nad Rajmundem, z żalu nad swoją i jego miłością, którą przyjął  i odrzucił. Czuła, że boli ją całe ciało z płaczu. Łzy spływały po jej smagłych policzkach, jej śliczne, czarne rzęsy były całkiem mokre od łez. Płakała cicho,  bo jeszcze nikt nie zranił jej tak mocno jak Rajmund, bo żadnemu mężczyźnie wcześniej nie zaufała nigdy, jaki on jest okrutny i zimny pomyślała, że  już jej nie potrzebuje, taka wielka czułość, którą do nie go miała, jest funta warta, wykorzystał jej serce a teraz odwraca się pogardliwie od niej , ha,  a to że ją zabije fizykalnie, nie tak boli ją, jak ta całkowita porażka jej miłości. Czy nic nie kołacze się w jego sercu? Nic? Naprawdę nic? Wielkie zero. A ona nie może nigdy przestać go kochać. To straszne, że nadal kocha, kogoś kto chce ją zabić, kto nie kocha jej już. Była pewna, że Rajmund wcześniej obdarzał ją jakąś formą uczucia, znając jego profesję, to uczuciem seryjnego mordercy. Ha, ha ... A jednak tak, była pewna. Poznawała to po sposobie w jaki na nią patrzył, tak nie spoglądał na żadną kobietę, nawet teraz gdy spod wilgotnych rzęs rzuciła w jego stronę spojrzenie dostrzegła w jego źrenicach jakiś  cieplejszy poblask . Matka zawsze mówiła do niej, nie płacz Evo, bo mi samej od  płaczu  wyblakły oczy. A  matka Evy , rodowita hiszpanka z Palma de Mallorca miała piękne, brązowe oczy i teraz Evie przypomniała się jej szczupła postać, dzielnej wieśniaczki, która przeżyła dwóch mężów i wychowała kilkoro dzieci i kilkanaścioro wnucząt a teraz dożywała godnej starości w domu jej brata i synowej. Matka zawsze nosiła sukienki z czarnej koronki z białym kołnierzykiem. Eva poruszyła się na stole, była powiązana ciasno sznurem, ręce przywiązane wiązane do metalowych uchwytów, czuła, strasznie ścierpły w nadgarstkach . Wydawało jej się, że czas się zatrzymał. Znów we wspomnieniach wróciła jej matka, taka młoda i pełna radości. Eva stoi na peronie i czeka na nią, za plecami przesuwają się zielone wagony odjeżdżającego pociągu...

niedziela, 11 czerwca 2017

Chapter XL.... Jak to się skończy?

 Policjanci wpadli do mieszkania Evy , przeszukali wszystkie kąty jej apartamentu, chodzili jak koty, krążyli  wokoło próbując zatrzymać nieuchronną kolejkę jej losu. Tymczasem Rajmund zaszyty z Evą w głębinach piwnicznych dywagował nad ostatecznym końcem swej kochanki, jakby  wahając się przed zadaniem jej ostatecznie śmierci a może gdybając jaki wybrać sposób zepchnięcia jej w niesamowicie  czarne studnie śmierci ... Natomiast  Bredford wyszedł już z parku i szedł  w stronę swojego domu, który stał w tym samym szeregu zabudowy co domek Rajmunda, szedł  z wierną jak pies Fioną , która jak cień sunęła za jego plecami, Aniołowie szli zwartą grupą i sprawnie posługując się GPSem kierowali się również w stronę domu Rajmunda, na chwilę zatrzymali czas linearny, a włączyli stayczny , żeby uratować Evę,  więc  wszystko zamarło w bezruchu, nawet bezmyślny  policyjny psycholog   znieruchomiał na chwilę w zadumie nad rozciągniętym w sali sekcji martwym ciałem kobiety wyłowionej z Tamizy,wpatrując się w zadumie w jej ciało to rozrywkowe miejsce pokryte było algami i szlamem, i czekało na obmycie... Nie ma głupszego stworzenia od mężczyzny pomyślał leniwie czekając , że czas ruszy znowu. Wiedział, że takie awarie  czasowe zdarzały się w jego rzeczywistości    coraz częściej więc zapijał je whisky . Nie były wówczas tak dotkliwe. 

niedziela, 4 czerwca 2017

Chapter XXXIX Rozdział przedostatni przed końcem

Eva pomyślała, że leży koło potwora. Potwór kocha ją. Potwór ją zabije.
 Przestała się bać. Nagle.
 Uśmiechnęła się do Rajmunda bo pomyślała, że ten drapieżnik ukryty  w przystojnym męskim ciele pomoże zakończyć  jej życie, tę całą złożoną  plątaninę dobrych i złych czynów, decyzji słusznych i mylnych, całą tą złożoną szarpaninę szczęścia, bólu, monotonii, zielonej gęstwy liści i ciemnych korytarzy wydrążonych w miąższu pomarańczy i miłości , smutnych dżwięków katarynki rozstania i przepaści porzucenia i smaku słodkiego soku avokado na brodzie, miękkiej wilgoci piasku pod stopami i zimna zielonkawej jak alga fali powstającej z morza jak seledynowa postać, ale najtrudniej jej pożegnać jest znaleziony kiedyś, zwykły, czarny kamyk z wyrytym przez morze wizerunkiem dwóch postaci splecionych ciasno w uścisku, a teraz ona porzuci swoje  ciało, tak jak wyrzuca  się  zużyty ciuch z second hand, i  oto rozstaną się oboje zakochani - dobra policjantka i zły killer, ta   śmieszna para, i widziała w wyobraźni siebie, jak oto już odchodzi w stronę dalekiego horyzontu, tam gdzie błyska światło nadciągającej burzy gdzie czeka   On , piękny i groźny, by poprowadzić ją dalej za horyzont, a ona idzie z drżeniem i nadzieją, z policzkami rumianymi jak dziecko...
Rajmundzie  żegnaj, spójrz jak już się przechylam na tę drugą stronę rzeczywistości i wybacz mi jeśli nie pokochałam cię dostatecznie mocno, tak mocno, żeby cię ocalić przed tym potworem, który z głębi ciebie spogląda z przerażającą , czarną twarzą i szuka kolejnych kobiet, by nakarmić się ich strachem.
Żegnaj, to ja wrócę po ciebie, żeby zabrać cię ze sobą.  Biała Gęś... w oknie ...